Pieniądze na likwidację Barszczu

aktualizacja: 2018-04-07 20:50:13     nr wiadomości: 34856     przeczytano: 4273     Ilość komentarzy komentarze: 5

Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Białymstoku uruchomił "Program Usuwania Barszczu Sosnowskiego". Samorządy na likwidację tej groźnej rośliny będą mogły otrzymać 60 proc. dotacji. Wnioski można składać do końca maja.

Barszcz Sosnowskiego - roślina pochodząca z Kaukazu - trafił do Polski w latach 60. i 70. Ponieważ jest on źródłem białka i daje bardzo wydajne plony, próbowano wykorzystać barszcz jako paszę. Jednak uprawy wymknęły się spod kontroli. Barszcz zaczął z pól wypierać rodzime gatunki roślin, okazał się też niebezpieczny i dla zwierząt, i dla ludzi. 


Koordynatorem programu jest Pracownik Zespołu Funduszy Krajowych – Izabela Grygorczuk
Formularze wniosków oraz szczegółowe informacje dostępne są na stronie: http://wfosigw.bialystok.pl/barszcz_sosnowskiego.htm

 

 

Takowy barszcz rósł kilka lat temu wzdłuż rowu melioracyjnego za PFLEIDERER ,którego konserwacją zajmował się ZWIK z polecenia UM-Grajewo.
Napisał: Biały dodano: 2018-04-07 22:07:05

dwa lata temu rósł tam choćby las tylko szybciej ciekawe czy zniszczono go do końca
Napisał: adamo dodano: 2018-04-08 16:34:37

Jest go wszedzie szczegolnie widoczny latem ale jak rosnie na swojej dzialce to juz problem teraz moze szybciej bedzie reakcja odpowiedniej sluzby
Napisał: Ktos dodano: 2018-04-08 19:43:15

W XVIII-wiecznej Anglii na porządku dziennym było publiczne puszczanie bąków, dłubanie w nosie i plucie na podłogę, a nawet załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych na oczach współbiesiadników. Dla prostego narodu nie istniało pojęcie higieny – najpiękniejsza kobieta mogła mieć oddech zdolny powalić konia, a za najlepszą serwetkę uważano własną koszulę. W wyższych sferach nie było lepiej – gość za stołem mógł bez krępacji przerwać na chwilę rozmowę, by wyciągnąć nocnik i przy stole odcedzić kartofelki. Nawet jeśli ktoś starał się dbać o własną higienę i unikać kontaktu z brudem, to i tak stykał się z nim w jedzeniu. Bakterie kałowe były wtedy dosłownie wszędzie.
Napisał: Choop dodano: 2018-04-09 15:38:51

W XVIII-wiecznej Anglii na porządku dziennym było publiczne puszczanie bąków, dłubanie w nosie i plucie na podłogę, a nawet załatwianie swoich potrzeb fizjologicznych na oczach współbiesiadników. Dla prostego narodu nie istniało pojęcie higieny – najpiękniejsza kobieta mogła mieć oddech zdolny powalić konia, a za najlepszą serwetkę uważano własną koszulę. W wyższych sferach nie było lepiej – gość za stołem mógł bez krępacji przerwać na chwilę rozmowę, by wyciągnąć nocnik i przy stole odcedzić kartofelki. Nawet jeśli ktoś starał się dbać o własną higienę i unikać kontaktu z brudem, to i tak stykał się z nim w jedzeniu. Bakterie kałowe były wtedy dosłownie wszędzie.
Napisał: Choop dodano: 2018-04-09 15:43:52

Dodaj komentarz

Treść:


Informacja dla komentujących
Redakcja portalu nie ponosi odpowiedzialności za treści publikowane w komentarzach. Zastrzegamy możliwość opóźnienia publikacji komentarza lub jego całkowitego usunięcia.